Wpisy

  • niedziela, 29 stycznia 2012
    • Borysiuk w Bundeslidze. Legia żegna mocne ogniwo, Vuković przyjaciela, rywale drwala

      Wczoraj faktem stał się transfer Ariela Borysiuka do niemieckiego FC Kaiserslautern. W sprawie przenosin "Wizira" dogadały się i kluby, i sam piłkarz. Formalnością pozostają już tylko testy medyczne i złożenie stosownych autografów pod umową z nowym pracodawcą. 

      Warszawska Legia i polska ekstraklasa tracą świetnego defensywnego pomocnika. Aleksandar Vuković długoletniego przyjaciela, z którym na pewno - podobnie jak to miało miejsce podczas pobytu Serba w Grecji - pozostanie w bliskich relacjach. Rywalom Legii ubywa zadziornego i twardego rywala, który nie raz dał przykład, że powiedzenie "piłka może przejść, przeciwnik już nie" pasuje do niego niemal tak dobrze jak piwo do frytek.

      Legia Warszawa

      Przygoda "Wizira" z Legią trwała cztery lata z okładem. Młodziutki pomocnik przychodząc na Łazienkowską przez dłuższy czas wyglądał na mocno przestraszonego - klubem, kibicami, miastem. W zachowaniu Borysiuka dało się jednak zauważyć pewność, która towarzyszy tylko graczom największego kalibru. Na pewno nie było to jednak, wzorem zagranicznych rówieśników z Manchesteru United, Realu Madryt czy Arsenalu Londyn, brylowanie w mediach.

      Ariel w pierwszych wywiadach sprawiał wrażenie człowieka, któremu jak po grudzie idą rozmowy z dziennikarzami. Ciężko było odnaleźć w nim choćby pierwiastek gwiazdy, czy kogoś, kto gwiazdą ma się dopiero stać. A mimo wszystko - przecież czasem tak już jest - wystarczyło na niego popatrzeć, na to jak się zachowuje na boisku, by dostrzec nieprzeciętne umiejętności piłkarskie.

      W Warszawie "Wizir" nie musiał długo czekać na swoją szansę, ale przebicie się do pierwszego składu, tak na dobre, zajęło mu trzy lata. W minionej rundzie był pierwszoplanową postacią drużyny. Zdarzało mu się co prawda - choć już nie tak często - wyciąć rywala włącznie z kilkoma źdźbłami trawy znajdującymi się pod jego korkami, ale w ciągu ostatniego roku był pewniakiem i niezależnie od klasy przeciwnika pokazywał, że grać w piłkę potrafi. A miał się od kogo uczyć...

      Aleksandar Vuković

      To chyba jedna z najciekawszych znajomości zawartych w polskiej ekstraklasie. Obaj panowie poznali się już w 2004 roku, kiedy Borysiuk mógł tylko marzyć o angażu w stołecznej drużynie. Warszawska Legia zawitała w rodzinnym mieście "Wizira" Białej Podlaskiej. Wtedy też przyszłym rywalom o miejsce w składzie "Wojskowych" zrobiono zdjęcie, które trzy lata później miało zawisnąć na ścianie szatni legionistów. Borysiuk poprosił Vukovicia o autograf i stanął dumnie obok idola, późniejszego opiekuna w stolicy.

      Jakiś czas temu zdjęcie to właśnie, umieszczone przez "Aco" na Facebooku, zrobiło furorę w internecie. Wyjadacz Vuković i młodziutki Borysiuk w 2007 roku spotkali się ponownie w szatni warszawskiej Legii, a słynne już zdjęcie zawisło w szafce stawiającego pierwsze kroki w profesjonalnej piłce zawodnika.

      Vuković miał być mentorem Borysiuka. Miał go uczyć kunsztu defensywnego pomocnika, wskazywać drogę - nie tylko na placu gry, również poza boiskiem. I "Aco" spisał się na medal. Był pierwszą osobą, do której "Wizir" podbiegł po strzeleniu premierowego gola w barwach Legii. Był przy nim, kiedy Borysiukowi nie szło. Potrafił pocieszyć, ale znając charakterność Serba, umiał też ochrzanić, kiedy sytuacja tego wymagała.

      W 2008 roku Serb opuścił Warszawę, ale przyjaźń z Borysiukiem przetrwała. Kiedy Korona Kielce zawitała na Łazienkowską, wiadomo było, że obaj zawodnicy nie będą odstawiać nóg. W końcu charakter mają bardzo podobny. Ale po dziewięćdziesięciu minutach zaciętej walki wymienili się koszulkami - i te momenty, tak jak zdjęcie z 2004 roku - przetrwają w pamięci obu piłkarzy.

      Ekstraklasa

      Jeżeli oglądacie piłkę w Anglii, Hiszpanii, we Włoszech albo w Niemczech, na pewno wiecie, że w ataku pozycyjnym niezwykle ważną rolę odgrywa przerzut, przeniesienie ciężaru gry z jednej strony na drugą. I w tym elemencie Borysiuk prześcignął chyba wszystkich piłkarzy na polskim podwórku.

      Gra za granicą wymaga także agresji, z którą co prawda "Wizir" często przesadza, ale ostatnio coraz rzadziej zdarzają mu się głupie, nieprzemyślane zagrania. Czyta grę, nie odstawia nogi, ma pokrętło, którym potrafi zaskoczyć niejednego golkipera. Drużyny z polskiej ligi stracą bardzo groźnego rywala.

      A co Borysiuk może zdziałać w Bundeslidze? Przede wszystkim podniesie swoje niemałe już umiejętności. Mam dziwną pewność, że o miejsce w składzie nowej drużyny nie będzie musiał się martwić. A wtedy też droga "Wizira" do reprezentacji znacznie się skróci. Nie od dziś wiadomo przecież, że Franciszek Smuda w lidze niemieckiej zakochany jest do szaleństwa.

      Jeżeli Ariel nie wystąpi na EURO, a z pracą pożegna się Franciszek Smuda (bardzo prawdopodobne w przypadku słabego występu), nowy selekcjoner właśnie na nim powinien budować siłę defensywy naszej drużyny narodowej. Nie tylko dlatego, że we współczesnym futbolu gra obronna zależy już nie tylko od obrońców. Również dlatego, że większość szkoleniowców dałaby się pokroić za takiego walczaka. Szkoda tylko, że do tego grona nie należy Smuda...

  • środa, 18 stycznia 2012
    • Hajto pomógł PZPN-owi?

      Polski Związek Piłki Nożnej dosyć nieudolnie walczy z korupcją w piłce nożnej. Nawet mimo stale zwiększającej się liczby kuracjuszy przebywających we Wrocławiu, działania PZPN-u trzeba uznać za nieskuteczne. Bo decyzje związku i związkowych trybunałów na ogół nie mają mocy sprawczej.

      Tak na przykład było z byłym piłkarzem Korony Kielce, obecnie Jagiellonii Białystok, Hermesem. Grajek brał udział w machlojkach, a niecały rok temu postawiono mu zarzuty korupcyjne. Od tego czasu Brazylijczyk wystąpił w 29 oficjalnych spotkaniach...

      Problemy PZPN rozwiązał... Tomasz Hajto, który piłkarza przeniósł do zespołu rezerw. A przecież nowy szkoleniowiec "Jagi" jeszcze niedawno kłócił się ze związkiem, bo początkowo zakazano mu prowadzenia zespołu ekstraklasy.

      Przypadek? Istnieje jakiś związek pomiędzy otrzymaniem licencji przez Hajtę, a wyrzuceniem Hermesa do rezerw? Tego pewnie się nie dowiemy. Pewna jest za to jedna rzecz.

      Jagiellonia ma trenera, który - tak coś czuję - ma spory potencjał. Ekstraklasa pozbyła się piłkarza, który ją kompromitował. Czy to zasługa układu? Nieistotne.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      admin.kopnij
      Czas publikacji:
      środa, 18 stycznia 2012 13:32
  • niedziela, 15 stycznia 2012
    • Grosicki potrzebny Smudzie?

      Zawsze, kiedy czytam o wyśmienitej formie Kamila Grosickiego, który w tureckim Sivassporze zbiera coraz to lepsze recenzje, a przede wszystkim popisuje się asystami i trafieniami, coś dziwnego dzieje się z moim organizmem.

      Bo niby polskiej kadrze potrzebny jest każdy zawodnik, który choćby błyśnie, nie koniecznie świecąc nieprzerwanie, a z drugiej jednak strony, wręczając trenerowi Franciszkowi Smudzie reprezentację Polski, jednocześnie daliśmy mu prawo, by ten skonstruował zespół w jego ocenie najlepszy. No właśnie, w jego ocenie.

      Ostatnio zastanawiałem się, wspólnie ze znajomym, czy kadrę Smudy można nazwać autorską. Przez trzydzieści minut wymiany zdań wymyśliłem tylko jedno: autorska to może być drużyna Fabio Capello (Anglia) albo Paulo Bento (Portugalia), nie mówiąc o Joachimie Loewie (Niemcy) czy Mano Menezesie (Brazylia).

      Franciszek Smuda ma wręcz obowiązek korzystania z usług nie tylko tych, którzy mu do drużyny pasują, ale przede wszystkim tych, którzy prezentują najlepszą formę. Nie ważne, czy nazywają się Grosicki, Boruc, Małecki czy Żewłakow.

      Miejsce Polski w rankingu FIFA, kiepskie wyniki meczów towarzyskich, przeciętna - nie oszukujmy się - forma naszej drużyny narodowej, która - to trzeba powiedzieć - nie ma swojego stylu - to wszystko uprawnia nas do "wciskania" Smudzie każdej biegającej po zielonym boisku iskierki nadziei.

      Jeśli boss biało-czerwonych chce stworzyć autorską drużynę, śmiało może próbować swoich sił na zachodzie albo w... Spartaku Moskwa. W Polsce nie ma ani czasu, ani miejsca na naukę. Jeśli Grosicki strzela w trudnej lidze tureckiej, zasługuje na powołanie. Bez dwóch zdań.

      ps.

      A propos Artura Boruca, obejrzyjcie sobie TEN filmik.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      admin.kopnij
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 stycznia 2012 15:44
  • sobota, 14 stycznia 2012
  • czwartek, 12 stycznia 2012
    • Biton zostaje w Wiśle, czyli status quo zachowany

      David "Dudu" Biton stwierdził, że nie zmieni barw klubowych. Izraelczyk, który do Wisły jest tylko wypożyczony, chciałby na stałe zameldować się w Krakowie i tu właśnie wspinać się na wyżyny swoich umiejętności. Najpierw pomóc Wiśle w obronie mistrzowskiego tytułu, później powalczyć o fazę grupową Ligi Mistrzów.

      A na snajpera miała chrapkę warszawska Legia, która na gwałt szuka napastnik z prawdziwego zdarzenia, który mógłby się uzupełniać z doświadczonym i niezwykle wszechstronnym Danijelem Ljuboją.

      Serb był w rundzie jesiennej jedynym nominalnym snajperem w talii Macieja Skorży, z tym że do snajpera dużo mu brakuje. Świetnie gra obiema nogami, potrafi dryblować i uderzyć z daleka, a furorę w Polsce już zrobiły jego niekonwencjonalne zagrania. Świetnie rozumie się ze swoim krajanem Miroslavem Radoviciem.

      Ljuboja nie jest jednak typowym królem pola karnego. Często wraca się po piłkę, próbuje rozgrywać, współpracować z kolegami z linii pomocy. Transfer Bitona miał wypełnić lukę w ataku, gdzie Skorża może skorzystać jeszcze z Hubnika, który jednak długo zmagał się z kontuzją i nie wiadomo, w jakiej wróci formie.

      Transfer Bitona od początku nie miał szans powodzenia. Kluby z czołówki ekstraklasy jakby się umówiły i od kilku lat nie wymieniają się w swoim małym gronie najlepszymi zawodnikami.

      Ostatni taki transfer to sprowadzenie przez Legię Pawła Kaczorowskiego z poznańskiego Lecha. Kaczorowski ani jednak nie był kluczową postacią Kolejorza, ani wirtuozem w Legii. Zagrał co prawda kilka meczów w kadrze, jednak nigdy nie wyrósł na podstawowego zawodnika.

      W Warszawie pamiętają go za przyśpiewki, którymi Kaczorowski obrażał kibiców Wojskowych jeszcze grając w barwach Lecha - największego zresztą wroga legionistów.

      Tym właśnie nasza ekstraklasa różni się od czołowych zachodnich lig, w których co i rusz dochodzi do jakiś spektakularnych ruchów w obrębie czołowych klubów.

      Do dziś pamiętamy, co spotkało Luisa Figo po zmianie Blaugrany na Real Madryt. Jeden z najlepszych wtedy piłkarzy biegających po światowych boiskach, ówczesny kapitan Barcelony, kuszony wyśmienitą ofertą Królewskich postanowił w 2000 roku przenieść się do Madrytu. A był to pierwszy transfer nowego wielkiego prezesa stołecznych, Florentino Pereza.

      Na nieszczęście skrzydłowego, kilka tygodni po sygnowaniu umów odbyły się Gran Derbi, podczas których Figo uzmysłowił sobie chyba jak wielkie ryzyko podjął "zdradzając" fanów z Camp Nou. A trzeba dodać, że w Barcelonie był kimś, komu bardzo blisko co najmniej do pół boga.

      W Polsce takie historie to rzadkość. Trudno jest namówić piłkarza, by z Wisły przeniósł się do Lecha, z Legii do Wisły itd. Ale też pieniądze mniejsze, a pamięć kibiców chyba trwalsza.

      Może więc lepiej, że Biton zostanie pod Wawelem? Współczesnej piłce tak bardzo brakuje przecież przywiązania do barw klubowych i sportowego patriotyzmu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      admin.kopnij
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 stycznia 2012 22:03
    • Sprostowanie dot. wpisu "Kuszczak wreszcie pogra?"

      W związku z otrzymaniem wiadomości od Pana Łukasza Kuszczaka, brata i rzecznika prasowego Tomasza Kuszczaka, pragnę sprostować informację, którą zamieściłem w usuniętym już wpisie pod tytułem "Kuszczak wreszcie pogra?".

      W w/w wpisie znalazła się informacja, która bezsprzecznie naruszała dobre imię bramkarza Manchesteru United. Sytuacja taka zaistniała podczas migracji treści z innego bloga do bloga "kopnij.blox.pl". Treść wpisu skopiowała się w niepełnej części i z tego właśnie względu, w niepełnym brzmieniu, mogła być interpretowana jako obraźliwa.

      Wpis ten, na prośbę Łukasza Kuszczaka, bezpowrotnie usunąłem z zasobów bloga.

      Za całe wydarzenie Tomasza Kuszczaka, jak i Łukasza Kuszczaka, serdecznie przepraszam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      admin.kopnij
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 stycznia 2012 15:45
  • środa, 11 stycznia 2012
    • Sprawiedliwość PZPN

      A już myślałem, że tak się nie da. Że PZPN zły, że niedobry, że korupcja, skandale, afery, wódeczka i w ogóle bunga-bunga. Ale jednak nie. Ludzie z PZPN nie pozwolili Tomaszowi Hajcie poprowadzić Jagiellonii Białystok, a przynajmniej na razie nie pozwolili.

      Podobnie, jak kiedyś nie pozwolili Maciejowi Bartoszkowi, który teraz... wylądował na wysypisku śmieciu, gdzie objął zacną i intratną funkcję prezesa. Wygrał przetarg i cieszy się niezłą posadką, z dala od tego futbolowego zgiełku i rozgardiaszu, ale też - no właśnie - z dala od ukochanego zawodu.

      Bartoszek był spoza układu, dlatego miał tak wielkie problemy z otrzymaniem licencji wymaganej do prowadzenia klubu ekstraklasy. Hajto też nie zalicza się do ludzi PZPN-u, ale do tej pory wydawało się, że z objęciem białostoczan problemów mieć nie będzie.

      Tak się jednak nie stało i Hajto pewnie jeszcze sporo się napoci, zanim usiądzie na ławce Jagiellonii. Jeszcze bardziej będzie musiał się napocić, żeby godnie zastąpić jakże niesłusznie pozbawionego pracy Probierza.

      Problemem Probierza też było zresztą pozaukładnictwo, bo to gość, który nie przebiera w słowach i pewnie kilka razy popędził zbyt daleko, co z kolei nie spodobało się władzom białostockiego klubu.

      Wracając do Hajty, słusznie pozbawiono go możliwości prowadzenia Jagiellonii. Bo niby dlaczego ktoś, kto robi kursy, szkoli się i dokształca miałby czekać na swoją kolei, do czasu kiedy ktoś inny zorientuje się, że Hajto to jednak nie był strzał w dziesiątkę, albo jakiś doświadczony szkoleniowiec postanowi zakończyć karierę albo przebranżowić się na prezesa wysypiska śmieci?

      Hajto podpadł z fajkami, potem winy odkupił ratując biedną starszą panią od napaści przez rabusiów. Ale jego trenerska karta jest tak pusta jak studencka lodówka, więc traktujmy go sprawiedliwie, zgodnie ze szkoleniowymi papierami. 

      PS.

      Hajto jednak w Białymstoku...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      admin.kopnij
      Czas publikacji:
      środa, 11 stycznia 2012 22:23

Kalendarz

Styczeń 2012

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny